Wspomagamy fundację

Historia Domu Dziecka

 

Chcąc, choć pokrótce nakreślić naszą historię trzeba by się cofnąć do 2000roku, kiedy to dostrzegając potrzebę organizacji wolnego czasu dla dzieci z naszego osiedla w czasie wakacji, postanowiliśmy coś z tym zrobić. Został zorganizowany biwak, na którym to po raz pierwszy zetknęliśmy się z problematyką rodzicielstwa zastępczego a to za sprawą kolegi męża,  który miał  właśnie w rodzinie zastępczej dzieci.

       W 2002 r nawiązaliśmy znajomość z ludźmi, którzy prowadzą do tej pory RDD. Mimo gorących namów ze strony naszych nowych znajomych, którzy widzieli w nas potencjalnych kandydatów na rodziców zastępczych, po przedyskutowaniu tego pomysłu w domu, doszliśmy do wniosku, że jest to w naszej sytuacji niemożliwe. Praca i wychowanie naszej trójki dzieci pochłaniało nas całkowicie, natomiast mąż zdecydowanie był przeciwny, ponieważ uważał, że trudno będzie rozdzielić uczucia między dzieci swoje i powierzone nam na wychowanie.

     Przez następne dwa lata kilkakrotnie stykaliśmy się z rodzicielstwem zastępczym i nic nie wskazywało na to, żeby nasza decyzja miała ulec zmianie.

     Nasza postawa zmieniła się, jednak trudno nam określić, co na nią wpłynęło. Wygląda na to, że ziarno zasiane w naszych sercach, dojrzewało i cierpliwie czekało, żeby wykiełkować w sprzyjających warunkach. W 2004r zgłosiliśmy się do PCPR-u wyrażając chęć prowadzenia RDD. Nasze dzieci zaakceptowały ten pomysł i ucieszyły się, że będą miały więcej rodzeństwa.

    Z początkiem 2005 r rozpoczęliśmy szkolenie na rodziców zastępczych, po czym zostaliśmy zakwalifikowani do prowadzenia placówki opiekuńczo wychowawczej.

    12.11.2005r przyjęliśmy pierwsze dzieci do naszej rodziny, a od marca 2006 utworzony został w naszym domu Dom Rodzinny.

    W tym momencie wychowaliśmy, pięcioro dzieci. Nasza córka była na drugim roku studiów, a synowie rozpoczęli naukę w LO. Był to dla nas bardzo ciężki okres, gdyż nałożyły się na siebie problemy wychowawcze i boleśnie dał się odczuć brak doświadczenia w obcowaniu i wychowywaniu dzieci zaniedbywanych przez własnych rodziców, z potrzebą poświęcenia czasu i uwagi własnym dzieciom.

          Ogromnym naszym sukcesem jest pomoc w powrocie do mamy biologicznej chłopca, który przebywał w naszym domu ponad rok.

     Na tym przykładzie dostrzegliśmy podział na rodziców, na tych, którzy chcą współpracować dla dobra swoich dzieci i gotowych poświęcić wiele, aby tego dokonać i na tych, którzy dla własnej wygody wychowanie swoich dzieci zrzucają na barki innych.

   Do dnia dzisiejszego, przez nasz dom przewinęło się dwadzieścia sześć dzieci, z czegoczwórce znaleźliśmy nowych rodziców, siódemka powróciła szczęśliwie do rodzin biologicznych, choć nie zawsze do rodziców, ośmioro osiągnęło pełnoletniość i się usamodzielniło, dwójka niestety powróciła do domu dziecka a z nami ciągle jest jeszcze piątka  a i to pewnie nie długo się zmieni gdyż posiadamy jeszcze trzy wolne miejsca.

    Przez ten czas wspólnego zamieszkiwania pod jednym dachem, doświadczyliśmy wiele trudnych i rozpaczliwych wręcz sytuacji, jednak olbrzymią nagrodą za to są chwile, w których razem śpiewamy, bawimy się, śmiejemy a czasem płaczemy i wspieramy, na co dzień.

    Niesamowitą radość sprawiły nam dzieci organizując przyjęcie na naszą rocznicę ślubu. Było widać ogromne zaangażowanie i przywiązanie do nas. Takie chwile powodują, że zapominamy o trudnościach i kłopotach i nabieramy sił do dalszej pracy.

    Każda zdana poprawka, otrzymana promocja do następnej klasy w przypadku dzieci słabszych w szkole, zdobyta nagroda czy wyróżnienie, okupione są ogromnym wysiłkiem tak dzieci jak i naszym.

  Nie dawno nasza podopieczna poprosiła nas o błogosławieństwo, jako rodziców i wyszła do ślubu z naszego domu. Niezwykłe przeżycie i wspaniałe uczucie, że ten olbrzymi trud wychowania i poświęcenia się innym, jest tego wart.

   Chcąc jeszcze więcej móc pomagać wpadliśmy na pomysł, aby utworzyć Fundację, którą nazwaliśmy - Szczęśliwy Człowiek. W tym czasie pojawiła się możliwość napisania projektu na utworzenie 5-ciu miejsc pracy a efekty możecie zobaczyć właśnie tu w tej Pierogarni Babci Frani. Babcia Frania, to babcia, która istniała naprawdę i bardzo kochała dzieci. Naturalnie umiała lepić pierogi i to z jej przepisu powstają tytułowe pierożki. Działamy jeszcze bardzo krótko, musimy się wiele nauczyć, ale bardzo, bardzochcemy, aby udało się i nam i pracownikom i tym, którzy będą mogli mam nadzieję już niedługo korzystać z pomocy Fundacji wspartej środkami z Pierogarni.

 

  Bardzo serdecznie zapraszamy wszystkich miłych gości do korzystania z naszych usług i w ten sposób wspierania naszych działań.

 

 Dziękujemy - Ewa i Edward Moroz

 

 

 

Tu jesteśmy

Dół baner